ech piszę co następuje podburzona jednym z artykułów z jakiegoś dzieciowego portalu nt. dzielenia
jak to jest z tym dzieleniem?
chodzi mi o dzielenie się a nie odwrotność mnożenia ;)
Bo niby trzeba uczyć Dziecko dzielenia się. Trzeba...bo co? Dlaczego właściwie trzeba? I czy rzeczywiście zawsze i wszystkim? Bo mi się wydaje że jednak nie.
Bo czym innym jest częstowanie innych ciastkami czy paluszkami (i to jest spoko wg mnie) a czym innym dzielenie zabawkami. Bo niby czemu ktokolwiek oczekuje od dziecka mego czy innego że odda w obce (często brudne :D) ręce lub rączki swojego misia, swój rowerek, samochód albo swoją łopatkę? A jeśli dziecko nie ma ochoty się dzielić? I to tylko i wyłącznie dlatego że nie chce, albo czuje się zagrożone? Czasem widzę na podwórku jak mamy wyrywają swoim dzieciom ich zabawki tylko żeby inne dziecko się pobawiło. I doprawdy nie rozumiem czemu? Unieszczęśliwiają swoje dziecko tylko po to, żeby inne dziecko myślało że jak chce to zawsze dostanie? Choćby kosztem płaczu właściciela?
A czy te mamusie poproszone podzielą się swoimi autami, telefonami, torebkami, rowerami z obcymi spotkanymi na placu zabaw? Śmiem wątpić...
No więc my nie pożyczamy nic jeśli Tymek sobie nie życzy. Nie chce pożyczyć autka? Nie chce się zamienić na inny? Trudno - sorry koleżanko lub kolego ale musisz obejść się smakiem! Ale nie obawiaj się, jeśli Ty nie będziesz chciał/a podzielić się z Tymkiem swoją własnością to Tymkowa Mama postara się wytłumaczyć Synkowi że to Twoje i że nie chcesz się podzielić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz