piątek, 2 października 2009

zimo i pada.....

...to takie miejsce w środku Europy....


Oto definitywny koniec lata :( Od kilku dni zimno, wieje i pada. Po cudnie słonecznym wrześniu nadszedł nieprzyjemnie październik, zapowiadając już całkiem poważnie nielubiane przeze mnie miesiące ciemności i zimna. Och jakże zazdroszczę TYM którzy słońce mają cały rok, a zimą jest "zaledwie" 20 stopni... tak tak! znamy TAKICH ;D i pozdrawiamy!
Ja to najchętniej ubrałabym się w ciepły dresik (najpierw se kup!), umościła wygodne posłanko (sofo przybywaj!), zaparzyła herbaty z sokiem malinowym w magicznym (bo wiecznie pełnym i ciepłym) kubku, ułożyła wokół siebie pokaźny stos wartych przeczytania książek i tak przygotowana, z niezbędnym ogadżetowaniem pod ręką, przeczekałabym zimę niewyściubiając nosa ani reszty siebie z domu.

No ale jest jak jest.

Pracować trzeba, wietrzyć siebie i Młodego trzeba, zakupy robić trzeba, pojechać to tu to tam trzeba... trzeba, trzeba, trzeba...

Dziś 2. października! A to oznacza że do Tymkowych drugich urodzin został ledwie miesiąc! Smutno mi się robi jak sobie uświadamiam ile już za nami, dumna jestem jak patrzę jak wspaniale się ten mój Chłopczyk rozwija, rośnie, zdobywa nowe umiejętności. Fajny jest przestrasznie! Ale fakt, że to wszystko mija bezpowrotnie nieco jest dołujący. Ale takie jest życie i już.

Dziś byliśmy na szczepieniu - już ostatnim póki co, następne dopiero za ileś tam lat! To miła wiadomość. Z okazji okolicy drugich urodzin i przy okazji szczepienia (Tymek był bardzo dzielny! wiedział że Pani zrobi kłuj i płakał tylko chwilkę, a przychodnię opuszczaliśmy bogatsi o 5! naklejek- medali dla dzielnego pacjenta) zrobiliśmy też bilans dwulatka. Tymek został dokładnie zważony (15 kg!) i niedokładnie zmierzony (92,5 cm lub więcej bo wiercipięta), obejrzany, obmacany. Ja zostałam wypytana o mówienie, zdolności manualne, nocnikowanie (tiaaa) i inne sprawy których już nie pomnę. Generalnie wyszło na to że rozwijamy się cudnie i że wszystko jest w najlepszym porządku! Dla wielbicieli centyli - wagowo jest na 90. a wzrostowo ponad 90. centyla.

Wiem że obiecałam i zapowiedziałam w ostatnim (sprzed 2 tygodni! wstyd! biczuje się i kajam!) wpisie że napiszę o CZYMŚ, ale COŚ chwilowo straciło pozycję lidera i nie miało szansy zostać należycie obfotografowane - musicie więc jeszcze trochę poczekać :P

Dziś, na otarcie łez z powodu aury, fotorelacja sprzed (aż trudno w to uwierzyć!) zaledwie 5 dni! W minioną niedzielę w Wawce odbywał się maraton! A ponieważ Tata naszej Drogiej Helenki biegł w maratonie, wraz z Helenką i Jej Mamusią pojechaliśmy odwiedzić biegaczy na trasie.
Pojechaliśmy na rowerach, koło Łazienek a następnie rozstawiliśmy się z koło Liceum Batorego ponieważ tam była wspaniała atrakcja - bębniarze!



Był czas i miejsce na harce - rzadko kiedy można bezkarnie brykać po jezdni i ganiać się wokół znaków :)




Ulubiona zabawa - Helenka ucieka przed Tymkiem



Meta była u Cioci I ;)


a oto dzielni maratończycy! Jest cała Helenkowa Rodzinka :P tylko Helenki nie widać :)


wciąż nie mogę uwierzyć że jeszcze parę dni temu w krótkich rękawkach - dziś już swetry, kurtki czapki i rękawiczki....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kto nas czyta