sobota, 3 października 2009

sierotki...ale tylko trochę

Jesteśmy - dziś i trochę wczoraj i trochę jutro też - z Tymciem sierotkami. Ale nie życiowymi! O nie! Jesteśmy sierotkami, ponieważ Tata Q wyjechał na 1,5 dnia do Krakowa na zlot trabantowy (bo my - nieuświadomionych informuję - auta te darzymy sympatią (mama) lub wręcz uwielbieniem (tata)).

Tata sobie pojechał i nas zostawił na pastwę losu i humoru Panicza, a tymczasem mieliśmy dziś naprawdę wspaniały dzień! Tymek w dobrym humorze, wesoły, kreatywny i taki do ukochania, miał dziś swój teatralny debiut. Nie sceniczny, ale widzowy! Taaaaak! Byliśmy dziś w teatrze! Z okazji Festiwalu Korczaka, do Polski przyjechała grupa z Portugalii z przedstawieniem "Bebe plim plim" przeznaczonym dla najnajmłodszych widzów. Nie mogło nas na nim nie być ;) imprezę wypatrzyła niezawodna Ciocia I. i tak oto przedpołudnie spędzaliśmy kulturalnie i międzynarodowo!

Jeśli chodzi o sam spektakl to mam mieszane uczucia. Z jednej strony to wspaniale że ktoś pomyślał o przedstawieniu dla naprawdę małych dzieci, z drugiej było trochę dłużyzn i maluchy momentami się nieco nudziły. Choć muszę przyznać że Tymko bardzo dzielnie oglądał, dopiero pod koniec robaczki w pupci kazały zmienić miejscówkę na podłogę pod samiusią sceną - to akurat wyszło nam na dobre ;), ale nie dał się wciągnąć w interakcje - poza klaskaniem nie udało mi się go skłonić do wydawania innych dźwięków ;) Siebie za to mogę pochwalić - dzielnie udawałam konia (kląskałam?), szumiałam, śpiewałam dziwne dźwięki i słowa.

Panie i Panowie, oto kilka fotek!

Początek - pojawiają się pierwsze postaci - przebrani za plemniczki aktorzy ;) wyłaniają się z wielkich polopirynS




tu odpoczywają zmęczone kląskaniem konie


tu okręt - robiliśmy szuuuuu-szuuuuuu


tu.... nie pamiętam co ;)


tuż przed piosenką finałową przenieśliśmy się pod samą scenę. Młodzież ogląda wtulona w Ciocię I.


piosenka finałowa


tu króciutki fragment przedstawienia. Stwierdzam że taki wyrwany z kontekstu wydaje się nieco dziwacznym ;)




na koniec nastąpił nalot na scenę - dzieciaki mogły bawić się wśród tych obwarzanów - dmuchane, miękkie i poukładane w stosy! sama radość! Tymowski był przeszczęśliwy!
Myślę że pierwszą wyprawę do teatru możemy uznać za udaną!

Prosto z teatru pojechaliśmy do Koźmińskiego gdzie - spóźnieni - zrobiliśmy wejście smoka na rozdanie dyplomów ukończenia studiów, które to ukończyłam ;D czym się nieskromnie chwalę. Dyplom już mam!

Popołudnie minęło nam wspaniale! Mimo że Tymek - po raz pierwszy w życiu odmówił wyjścia na dwór, to bawiliśmy się i spędziliśmy przemiło wspólnie czas! Myślę że Tymek stęsknił się za swoimi zabawkami i chciał trochę podomować. W końcu od dłuższego czasu tylko żłobek, podwórko, działka czy inne atrakcje i tak w kółko i nie miał czasu dla swojej kolejki i autek. Wybawieni ugotowaliśmy kilka pysznych dań na jutro.

I tak minęła nam kolejna sobota....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kto nas czyta