czwartek, 6 sierpnia 2009

po drugim turnusie i jeszcze trochę

znowu zrobiłam sobie w pisaniu a Wam Drodzy Czytacze w czytaniu przerwę dość znaczną ale usprawiedliwiam się sama przed sobą bo i wyjechani byliśmy a teraz wir pracowo-żłobkowy i już nie ma tyle czasu na wszystko ile by się chciało

ale od początku....

cały ubiegły tydzień spędziliśmy rodzinnie - my w trójkę oraz nasze sierściowe dziewczynki - na drugim turnusie na działce Dziadków Ru w Broku (nie, nie tym od piwa). Pogoda dopisała, choć słońce nie paliło aż tak jak w trakcie naszego poprzedniego pobytu. Nadal ciepło, słonecznie, spokojnie, blisko natury. Ponieważ nie udało nam się wyjechać na wczasy do jakiegoś fajnego ośrodka z różnymi atrakcjami - postanowiłam że zrekompensuję nam te niedogodności i kupię dla Tymka fajny basen. Basen był suuuuuuuper ale.... tylko wtedy kiedy nie było w nim wody, hehehe









Po nalaniu wody do basenu Tymek zdecydowanie odmówił współpracy. Nawet mama w mej osobie się poświęciła i pomimo braku kostiumu własnym przykładem (i nie tylko nim) świecąc chciała udowodnić Dziecku że fajnie się pluskać w wodzie i na zjeżdżalni zjeżdżać... jedyne co się udało to zabawa piłeczkami i topienie i łowienie i turlanie piłeczek po piłeczkowej pochylni... może za rok...

aaaaa - anagdota..... basen przed prawie tydzień koegzystował z tą oto usierścioną panienką, cierpliwie znosił picie z siebie i inne harce (a wiedzieć musicie że Lufcia jest typem wodnego kota - lubiącego się w wodzie pluskać i chlapać). Ale PRZEDOSTATNIEGO dnia na biednym materacu usiadł boguduchawinny motylek.... którego Lufcia upatrzyła sobie jako ofiarę swych myśliwskich zapędów... po tym zdarzeniu musieliśmy opatrzeć basen - ma 3 rany kłute :(




Atrakcji na działce jak zwykle wiele, nowością dla Tymka były rowery. Mój poprzedni rower - śliczna fioletowo-biała damka, został oddany Babci i zamieszkał na działce. Zabraliśmy z Warszawy na działkę fotelik rowerowy i kask, oczywiście z zamiarem rowerowania.
Ale zanim mogliśmy gdziekolwiek wyruszyć Tata musiał pomóc Tymkowi w uruchomieniu kolarki Taty...






paluszki przeżyły :)

Na rowerach byliśmy dwa razy - niestety rower Babciny, na którym woziłam Tymka jest zbyt miejski żeby komfortowo można było wozić Człowieka na foteliku piaszczystymi drogami.

A w sobotę przyjechali Dziadkowie Ru. Spędziliśmy razem dzień, a wieczorem wróciliśmy do domku.

Tu Tymko w trakcie zajęć plastycznych z Dziadkiem:


I tak oto zakończyliśmy sezon wakacyjny AD2009. Od poniedziałku ja w pracy - Tymko w żłobku. Ciężko się przestawić na tryb pracowy. Bo fajnie tak móc spędzać całe dnie z Tymkiem...
Następnym razem napiszę o Tymkowym gadaniu :) bo Tymek dużo mówi, jeszcze więcej rozumie i ma super poczucie humoru :)

1 komentarz:

Kto nas czyta