niedziela, 31 maja 2009

Kino oswojone!

Od pewnego czasu nosiliśmy się z Q z zamiarem wybrania nas wszystkich do kina na "prawdziwy" seans. Gdy "siedziałam z Tymkiem w domu", właściwie co środę jeździliśmy do MultiBabyKina i było super! No ale jednak prawdziwy seans to prawdziwy. I ciemno jest, i głośno jest i chłodniej jest - jak to w prawdziwym multipleksowym kinie.

Dziś (niedziela) z okazji jutrzejszego dnia Dziecka pragnęliśmy poświęcić czas na coś fajnego. Planowałam wyprawę do Powsina, bo tam jakieś imprezy i krówki i cielaczki i inne takie niezwykle atrakcyjne atrakcje. No ale burza z ulewą które zjawiły się łaskawie przed południem nieco nas zniechęciły.... No więc postanowiliśmy spróbować z kinem...


Incognito...ale paparazzi są wszędzie



Tu nawet i ja się załapałam


W czasie gdy Tata stał w taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaakiej kolejce po bilety Tymek....


.....zafascynowany i z zapartym tchem oglądał występy ziomali


W drodze do naszej sali


Tato, aaaaaaaaaaaaam!


Lans z nowym wypasionym bidonem


Tato, co za film wybrała nam Mamusia?


Na chwilkę PRZED, emocje sięgają zenitu


Tu nastąpiło zaciemnienie. 20 minut reklam i wreszcie zaczyna się nasz film. Film był b.o., animowany (z resztą super animacje!).....o potworach. Hmmmmm. Wiecie... gdybym wykonała odrobinę więcej wysiłku niż tylko rzut okiem w kinowe menu filmowe, to wiedziałabym że film NIE JEST o tych potworach:

lecz że jest o TYCH potworach:


Dla mnie to, że "Potwory kontra Obcy" są kontynuacją "Potworów i spółki" było tak oczywistą oczywistością, że kompletnie nie czułam potrzeby potwierdzenia mych przypuszczeń. No więc mam nauczkę ;D UWAGA! To NIE JEST kontynuacja! Hue hue hue.
Film w sumie taki se, no ale zawsze to film w kinie, w uroczym towarzystwie i z nachosami zamiast popcornu. Tymek przez 3/4 filmu siedział grzecznie na moich kolanach i oglądał. Pod koniec biegaliśmy jak szaleni po schodach, pod ekranem (tyle że ja nisko na nogach i na wpół zgięta), pełzaliśmy między fotelami, wspinaliśmy się na czworakach po schodach, i spełzaliśmy z nich też na czterech łapach. Ale nie my jedyni ;P I przegapiłam czemu Susan stała się znowu Giganticą, ale już wiem bo Q mi streścił ;P

Po seansie



Emocje odwodniły Tymka doszczętnie ;) musieliśmy uruchomić najbardziej zapasowy soczek z wszystkich zapasowych soczków jakie mieliśmy z sobą


Potem chwila uciech dla ciała




I biegusiem na dwór bo się pogoda zrobiła ładna i jeszcze na spacerku byliśmy ;D


Fajny dzień!
Myślę że kino zostało zdobyte i stanie się dla nas kolejną atrakcją na deszczowe dni

1 komentarz:

  1. Brawo!!!! Narobiliście nam "smaka" ;) i na kino i na rower :) Pozdrowienia z zimnej Jastarni. Brrrr!

    OdpowiedzUsuń

Kto nas czyta