po kilku dniach zwiastujących rychłą (?) wiosnę - wczorajszy ranek zaskoczył nas zimową oprawą. W nocy z piątku na sobotę spadło sporo śniegu! Nie czekając na lepsze (bo jak wiadomo lepsze jest wrogiem dobrego) pognaliśmy na przedobiadowe sankowanie. Wszystko byłoby super i fajnie gdyby... nie śnieg. Tymek ma do śniegu stosunek ambiwalentny. Bo z jednej strony zdaje się być ( ten śnieg) ciekawym zjawiskiem, taki biały i czysty gdy świeży i sanki po nim mkną napędzane siłą maminych lub tacinych (?) mięśni, a jednak z drugiej strony ten śnieg to zimny taki i się do rękawiczek przyczepia jak rzep jaki, a potem w rączki zimno i mokro. Nie wspominając że przez śniegowe zaspy strasznie ciężko się przedostać, łatwo upaść, nosem w to białe i zimne coś zaryć. Właściwie więcej minusów niż plusów... ot i ambiwalencja okazała się być jednak raczej antypatią. Szczęśliwie Tymek nie jest uprzedzony i daje się przekonać że na śniegu może być fajnie i miło. Zwłaszcza gdy Rodzice pokażą że śnieg nie gryzie, a nawet można z niego coś wybudować! O, na przykład wieżę! (bo bałwany są takie... tendencyjne!)
Tymek sprawdza, czy śnieg faktycznie nie gryzie

Przedziera się przez świeżo spadnięty, nieudeptany śnieg

Buduje z Tatą wieżę

Wieeeeeelką wieżę! Gładzimy, myziu myziu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz