poniedziałek, 30 stycznia 2012

Do raportu!

Poniedziałek, 30 stycznia

Zbieram się i zbieram żeby przelać tu moje galopujące wciąż i nie poukładane myśli różne. I wciąż nie wiem od czego zacząć. Może od tego że jutro Tola skończy 2 tygodnie? A może od tego że tak właściwie to wciąż powinna grzecznie siedzieć w moim brzuchu i głową w dół czekać na wydobycie z brzucha?

Ciąża minęła w miarę szybko (no bo i o miesiąc krótsza :P) ale nie bezboleśnie. Od lipca cierpiałam na okropne bóle kręgosłupa, od listopada miałam zdiagnozowaną cukrzycę, od grudnia kłułam się 2x dziennie i strzelałam w uda insuliną. Od świąt BN nie chodziłam do pracy - miałam odpoczywać, mieliśmy z Q zrobić małe odświeżenie mieszkania (malowanie i wreszcie skończyć kuchnię) no i przygotować wszystko na powitanie Toli. Tymczasem tuż po świętach zaczęliśmy chorować, co chwile ktoś z nas był przeziębiony. Ja po sylwestrze rozwaliłam się kompletnie. I już już wychodziłam z choroby, szczęśliwa że mam siłę i trochę czasu by dokończyć niedokończone sprawy w pracy i już już jechałam do fabryki gdy....zamiast przy swoim komputerze wylądowałam na porodówce :( 16.01 (poniedziałek) źle się poczułam, bardzo bolał mnie brzuch i w ogóle było jakoś dziwnie. We wtorek, podczas cotygodniowego KTG zaczęłam rozmawiać z ginekolożką o tym że mam wrażenie że ciekną mi wody... no i okazało się że faktycznie tak było!!! A że nie byłam w stanie stwierdzić od kiedy się tak sączą (bo to naprawdę było podciekanie), podjęto decyzję o terminacji ciąży. Ponieważ rano zjadłam śniadanie, musieliśmy czekać do późnego popołudnia. Dodatkowo nie miałam zaświadczenia że mam wskazania zdrowotne do porodu CC i groził mi poród SN.... było nerwowo...

Początkowo byłam zrozpaczona. I bardzo zdenerwowana. W końcu do terminu porodu zostały jeszcze 4 tygodnie! Nie wspominając o tym że byłam kompletnie nieprzygotowana - torba niespakowana, nie miałam ze sobą żadnych dokumentów ani wyników badań, nie mieliśmy opieki dla Tymka, do tego martwiłam się jak On zareaguje, a poza tym zwyczajnie psychicznie byłam niegotowa.

Po szybkiej akcji, mnóstwie telefonów i szybkich ustaleniach udało się wszystko załatwić. I zaświadczenie, i wszystkie niezbędna dla mnie i Toli rzeczy i - co najważniejsze - opiekę dla Tymka. I to nie byle jaką! Tymka przygarnęła na noc niezastąpiona Ciocia Izollda! Helena była szczęśliwa, Tymon był szczęśliwy, a my spokojni ;)

Tuż przed 18.00 pojechałam (a może poszłam??? NIE PAMIĘTAM!) na salę operacyjną. Szybkie znieczulenie, podpięcie wszystkich niezbędnych aparatur i o 18:04 rozległ się krzyk. Krzyk naszej małej córeczki. Najpiękniejszej na świecie!

Ze szpitala wyszłyśmy po niecałych 3 dobach! Tolcia wychodząc ze szpitala ważyła 2800. W porównaniu z Tymkiem, który ważył 4470 jest maleńka i wydaje się taka krucha i delikatna!
I Piękna! Jest idealna. Właśnie taka jaka powinna być. Ma śliczny nosek, całuśne usteczka, cudne czarne włosy. I figlarnie się uśmiecha ;)

Tymko jest strasznie przejętym i zaangażowanym Starszym Bratem ;) choć nie da się ukryć że nowa sytuacja daje się Mu we znaki i czasem nie wytrzymuje emocjonalnie. Ma duże wahania nastrojów, od idealnego i super grzecznego po rozbrykanego i totalnie nie do ogarnięcia. Staramy się jakoś Go tonować i dopieszczać ale czasem wystawia nasze nerwy na naprawdę najcięższe próby. Najważniejsze że strasznie kocha swoją siostrzyczkę. I póki co nie wydaje się być zazdrosny. Dużo Mu tłumaczymy i wydaje się rozumieć że teraz mama nie zawsze może przyjść/dać/zrobić coś od razu, że chcąc nie chcąc najpierw muszę np nakarmić Tolę...

Piątek, 3 lutego

Tola pięknie rośnie! W pajacyku w nogawkach pojawiły się nóżki ;D a wczoraj waga wskazała 3320!!! zatem w 14 dni od wyjścia ze szpitala Tola przybrała ponad 500 gram! Dzielna dziewczynka i dzielne moje mleczarnie ;D Bardzo się cieszę że nie mamy problemów z karmieniem. Z Tymkiem trochę się namęczyłam - nawet w poradni laktacyjnej byliśmy przecież.

Córcia zmienia się w małego przytulasa, najchętniej śpi w moich lub tatowych ramionach lub na naszych klatach ;) mruczy przy tym słodko. No sama słodycz.

Tymko chyba przechodzi bunt czterolatka. Do wtorku nie wiedziałam o istnieniu takowego, ale Ciocia Iza uświadomiła mnie, hehe. Okazuje się że Helenka tez ma podobne objawy jak Tymko. Marne to pocieszenie, bo swoje musimy z Tatką znieść i zwalczyć, ale to jednak pociesza gdy się okazuje że dziecko przechodzi jakiś normalny etap rozwoju a nie że wariuje z powodu pojawienia się siostry i utraty pozycji w rodzinie...

Za oknem trzaskające mrozy. Dziś rano było -24 stopnie!!!! Póki co siedzimy z Tolą w domu... kurczę a tak już mi się chce na spacer, popchać wózek ;) no ale co się odwlecze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kto nas czyta