Ale zanim powrót do rzeczywistości i rutyny roku pracowo-przedszkolnego, wspomnienie ledwo-co mijających wakacji.
Pierwsze 2 tygodnie sierpnia spędziłam z Tymkiem na działce w Broku. My się wypoczywaliśmy i relaksowaliśmy działkowo, a w tym samym czasie Tata walczył w domu z podłogą - tzn zrywał starą peerelowską podłogę klasy PCV i kładł nową, drewnianą, deskowo-jesionową.
Pierwszy tydzień spędziliśmy z T samotnie na działce. Co prawda plany i zapowiedzi były nieco inne, ale wiadomo - Ktoś się rozchorował, Ktoś rozmyślił a Ktoś jeszcze trochę olał. Dzięki temu mieliśmy dla siebie mnóstwo czasu i było doprawdy miło. I - o zgrozo! - totalnie bez pośpiechu! Cudnie! Czytaliśmy, rysowaliśmy, malowaliśmy, wycinaliśmy, lepiliśmy, rozmawialiśmy, wspominaliśmy, słuchaliśmy odgłosów, przeżywaliśmy (na szczęście) burze, oglądaliśmy tęcze i podglądaliśmy naturę. Ależ było odkrywczo!



Dzięki hektolitrom wylanej codziennie wody, trawa na działce nigdy nie była bardziej zielona i bujna w sierpniu ;)

Tymek ulepił mi z plasteliny...torebkę :) w moim ulubionym torebkowym kolorze ;)

Nasza najnajpiękniejsza tęcza (była calusia - od morza do morza)

Co wieczór Tymko zarządzał zawijanie Go w kocyk - tak jak był dzidzią ;) (bo jak był noworodkiem to Go tak "pętałam", tyle że wtedy mieścił się we flanelowej pieluszce a nie standardowej wielkości kocu :D)

Tymko wymyślał różne fajne (serio serio fajne!) zabawy

Szorował nam czerwoną strzałę

A to wcale nie Tymek;) tylko nasze blokowe! kicie. Po przyjeździe do Broku zarzucają kanapowy styl życia i zamieniają się w najdziksze pantery. Polują, brykają. Szczęśliwie, w tym sezonie. żadna nie przypomniała sobie o wchodzeniu na drzewa.

Brokowski bębniarz w stroju tradycyjnym

Walka na miny :)

Pewnego dnia w nasze skromne progi zawitały 3 urocze Damy. Ciocia D. z Tosią oraz Marysią, zwaną też Marianem ;)
Tu pierwsze podejście do basenu - wszyscy w obowiązkowych "k'stiumach" - po ok 3 minutach biegali już jak żeśmy ich urodziły ;) i tak do końca pobytu - a zatem zdjęć basenowych więcej tu nie będzie ;)

Suszenie

Lodów jedzenie


Tymek był bardzo opiekuńczy dla swojego ukochanego Kotka

a to widok z naszego sypialnianego okna.....mmmmm...... mogłabym TAK zawsze ;)

A tu plener malarski. Malujemy żywą naturę, nieco niestety mało statyczną, choć koń na okrzyki "nie ruszaj się koniu!" i "koniu stóóóój!" reagował dość posłusznie (w sensie że na okoliczność wrzasków nie odwrócił się i nie odszedł dumnie w drugi koniec swego pola)

Tosia malowała konia, Maryś DLA konia, a Tymko.....malował.


A po uroczych 14 dniach porzuciłam T na działce - na całe 7 dni!!! i wróciłam do domu pomagać, poganiać i sprzątać po remoncie. Udało mi się to prawie ;)
Tydzień rozłąki dobrze nam zrobił. Tymko się stęsknił, ja się stęskniłam okropnie! Spędził czas z Dziadkami, Arkiem i ponoć był grzeczny ;) a ponieważ miałam tu mnóstwo pracy to prawdę pisząc nawet nie zauważyłam kiedy te dni zleciały....
A ostatnie dni sierpnia spędziliśmy na re-wizycie ;) czyli tym razem my u Dziewczynek w Bełchatowie ;) Prawie nie robiłam zdjęć. Prawie - ponieważ Tymko rozczulił mnie strasznie i skłonił do wyjęcia aparatu - zobaczcie sami czym:


Chodził i wszystkim tłumaczył "Mama mnie tak na brzuszku i na plecach nosiła jak byłem dzidzią". No miód na moje serce. Nosiłam Cię Kochanie i bardzo mi przykro, że tak szybko wyrosłeś z tego naszego noszenia...
I tak to zleciał nam sierpień. Jutro wrzucę kilka moich "złotych myśli" pisanych na gorąco w Broku. Niewiele tego, ale zawsze coś tam zostanie "ku pamięci"
Na reszcie jesteście. Nie powiem stęskniłam się za Wami. Szczególnie za Waszym przystojniakiem (czyt. Tymcio). Działo się u Was oj działo. Teraz wypoczęci możecie wracać do blogowego światka. Tymuś noszący dzidzię rozczula do łez. Będzie z niego kiedyś świetny tatuś. buziaki :)
OdpowiedzUsuń