niedziela, 1 listopada 2009

jak co rok...urodzinki

2 lata ternu o tej porze jechaliśmy już do szpitala... 5 dni po terminie, bez skurczy przepowiadających ZACZĘŁO się. Wody odeszły i to był znak że to JUŻ. Wspominam te chwile z oczętami pełnymi łez ze wzruszenia. Bo od TAMTEJ nocy (i poranka) już nic nie było i nie jest takie samo. Moje (nasze? a Tymka z pewnością, hehe) życie dzieli się na czas przed 2.11.2007 i po... Życie, którego nie zamieniłabym na inne za nic.

Wczoraj (sobota) odbyła się mała i skromna rodzinna uroczystość. Były prezenty i tort. Było prawie idealnie...

dmuchanie świeczek (trenowane już od tygodnia przy okazji odwiedzania grobów przodków, a dokładniej przy okazji zapalania zniczy.... 150 razy)


ot, Jubilat ;)

1 komentarz:

  1. Wszystkiego najlepszego TYMKU dużo radości i samych pogodnych dni :)

    OdpowiedzUsuń

Kto nas czyta