W sezonie nie-działkowym, skorelowanym z sezonem grzewczym, z sezonem ciemności, zimna i błota pośniegowego, większość niedziel spędzamy częściowo u Dziadków Ru. - na niedzielnym rodzinnym obiedzie.
Wyprawa to nie lada, wymaga nieco logistyki, gdyż podróż do Dziadków wypada idealnie w czasie normalnej drzemki Tymka. Ale jakoś sobie radzimy ;))
U dziadków spędzamy zwykle ok 3-4h. Jest to czas uciech nie tylko dla podniebienia i żołądka, ale także uciech towarzyskich i zabawowych - głównie najmłodszego pokolenia.
Na obiad do Dziadków przyjeżdżają też Wujostwo Tymkowe z Arkiem, aktualnie niespełna 3 letnim. Oczywistą konsekwencją spotkania Chłopaków jest - zwłaszcza ostatnio, gdy Tymek już osiągnął odpowiedni "poziom" - ogólne szaleństwo ;)
oto krótka fotorelacja z ostatniej niedzieli - z pominięciem etapu jedzenia obiadu, bo ja się je obiad to każdy wie ;)
idziemy do auta!


Po obiedzie czas na szoł
Babcia ma fajne bursztyny!


Ooooooo, jaka kierownica!

Dokąd mam jechać?

Strasznie tu brudno!

Gotujemy....

Poza tym Chłopcy - bawili się ciuchcią, wozem strażackim, autkiem, jedli pomarańcze, winogrona (samogon) itepe itede...
Niewykluczone że był to ostatni obiad w sezonie zimowym 2008/2009. Pogoda już piękna i wiosenna i chyba najwyższa pora rozpocząć wyprawy działkowe! Obiad na działce smakuje dużo lepiej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz