niedziela, 25 września 2011

O nas w Wiśle i okolicach part II

Druga część relacji z naszych (zbyt) krótkich wakacji w Wiśle

Ciocia M i Wujek T dbają o swoich gości. Jeśli goście mają potrzebę zaznać prawdziwego ranczerskiego życia - proszę bardzo. Zgodnie z zasadą nasz klient nasz pan - chcesz kosić trawnik? - proszszszsz....



Trawa z rana okazała się jednak zbyt mokra od rosy, zatem w ramach suszenia trawy pojechaliśmy do Ustronia do Parku Ruchomych Dinozaurów. Tymko trochę się bał, trochę się nie bał ;) Dinozaury ruszają się i ryczą groźnie na wszystkich zbliżających się zwiedzaczy.

Bezpieczny w objęciach Taty



Sam park...hmmm... mamy z Q dość mieszane uczucia. W porównaniu z odwiedzonym dzień wcześniej Parkiem Leśnych Niespodzianek, Park Dinozaurów pachnie komercją w amerykańskim stylu... kicz, drożyzna i w sumie zanim się człowiek ogarnie już po wszystkim... średnio polecamy

Tymkowi najbardziej się podobał automat-dinozaur... stoi już poza parkiem...


Wycieczka do Parku dinozaurów nie była długa, ale wystarczająca by trawa wyschła ;)



Przedostatniego dnia wybraliśmy się na Czantorię. Oczywiście wjechaliśmy na górę kolejką :) a tam...kolejna atrakcja - tor saneczkowy. Tymko przeszczęśliwy ;) nawet ja dałam się namówić i zjechałam, ale tylko raz ;D



Tatka tłumaczy Tymkowi jak działa wyciąg ;)


Po zaznaniu wszelkich atrakcji, konsumpcji frytek na stoku - zjeżdżamy na dół gdyż czas nas goni a w Bruckliku czeka ciepły obiad ;)


Udało nas się też zwiedzić 2 zapory - jedna która nas urzekła - pięknie zlokalizowana, mała, totalnie odludna




i druga wielka, totalnie nieromantyczna, pełna ludzi i nudna :)

Taaaak, tak! Ja też tam byłam ;))

Pobyt w górach Tymko zakończył spektakularnie i ekstremalnie ;) W Parku Leśnych Niespodzianek dostaliśmy kupon na darmowy zjazd na pontonie... Gdy pożegnaliśmy się z Brucklikiem i wyruszyliśmy do domku, zajechaliśmy jeszcze pod Czantorię by wykorzystać ten kupon. Myślałam że na tym pontonie Tymko - podobnie jak w saneczkach, zjedzie z Tatką. Ale okazało się że nie da rady ;/ T zdecydował się zjechać sam, a ja byłam nieźle zdziwiona Jego odwagą bo zwykle Tymko jest ostrożny w takich nowych sytuacjach - tym bardziej że musiał wjechać na górę (ruchomym chodnikiem!!!) sam z panem z obsługi - podczas gdy my zostaliśmy na dole a mnie ogarniały coraz większe wątpliwości... no ale... bez ryzyka nie ma zabawy ;)

No to siup


Ponton osiąga mega prędkość...Tymko minę miał nietęgą... obróciło pontonem kilka razy... prędkość była taka że nie dałam rady robić zdjęć!


a gdy dotarł (wreszcie!) w jednym kawałku do mety, to wyskoczył w pontonu z okrzykiem JESZCZE! :D ohmmmmmmm, no to jeszcze.....

I tyle....wyjazd pełen wrażeń i atrakcji, nierzadko ekstremalnych jak na niespełna 4latka ;), zdecydowanie zbyt krótki, no ale...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kto nas czyta