Tymek w nocy gorączkował i rano obudził się rozpalony - decyzja - poniedziałek w domu! aktualnie dziecię śpi, bez temperatury, do południa hasał w dobrym humorze. Popołudniu wybieramy się do naszej ped - Tymek od kilku dni kaszle. Mam nadzieję że to nic złego. I że od jutra ruszymy do naszych codziennych zajęć.
Wczoraj, czyli w niedzielę trochę leniuchowaliśmy...tak do południa, a jak Tymko wstał z południowej drzemki to pojechaliśmy na obiadek do GreenWay'a. Jedliśmy z Tymkowskim tort warzywny i bardzo nam smakowało :). Ale największą atrakcją nie był wcale obiad w barze ale tramwaje! Ponieważ jedliśmy na Marszałkowskiej, którą jeżdżą namiętnie tramwaje, w prawo i w lewo to Tymek był w-niebo-wzięty! spontanicznie wymyśliliśmy z Tatką wspaniałą atrakcję - postanowiliśmy zabrać nas wszystkich na przejażdżkę metrem! Czyli podziemną ciuchcią! I tej wersji się trzymajmy, hehe. Tymek nie jechał dotąd "świadomie" metrem - tzn jeździliśmy sporo w pierwszym roku Tymowego życia, ale jak się łatwo domyślić wspomnień z wtedy wiele nie zostało ;)
Jako że wsiadaliśmy niemal idealnie na środkowej stacji, mogliśmy wybierać kierunek podróży. Wybraliśmy się pozwiedzać najnowsze stacje. Tam nas jeszcze nie było. A zatem Panie Konduktorze - na Marymont! Ależ ładne są te nowe stacje. Niektóre przypominały nam (tzn mi i Tatce) paryskie stacje, a w porównaniu ze stacjami ursynowsko-służewskimi to w ogóle arcydzieła! Myślę że tamtego końca metrowego kija nie musimy się wstydzić ;)
No ale Tymek.... Tymek był zachwycony! Najpierw na peronie stojąc obserwował wjazd pociągu, potem dzielnie wkroczył do wagonu, usiadł na siedzeniu i wydając radosne okrzyki obserwował wszystko z uwagą. Wielka to była radość! Oczywiście od razu zaczęliśmy (my - Rodzice), snuć plany o jakiejś wycieczce prawdziwym pociągiem, może do Krakowa, może razem, a może tylko ja i Tymek i może Jakieś Miłe Towarzystwo (Hę?)... wizja cudna i przesłodka!
W drodze powrotnej już nieco się Dziecinie nudziło, Dziecina postanowiła stanąć przy rurze, następnie się wokół niej okręcać, kucać przy niej, przewieszać, przewracać co chwilę (jak pociąg hamował lub ruszał) i za nic nie miał zamiaru usiąść obok Mamy, Taty, o siedzeniu w wózku nie wspominając. I ta cudna wizja kilkugodzinnej wycieczki pociągiem, planowanej jeszcze pół godziny wcześniej, pękła jak bańka mydlana... hmmmmmm :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz